14449068_616136268562905_4663784289824139196_n

Status quo to moim zdaniem najlepsze rozwiązanie w trwającej dyskusji o zmianach w ustawie antyaborcyjnej. Przypomnę, że kompromis z 1993 roku dopuszcza aborcję w trzech przypadkach – gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia matki, gdy płód jest ciężko lub nieodwracalnie uszkodzony, lub gdy ciąża jest efektem gwałtu czy kazirodztwa. Zgodnie z tym w piątkowych głosowaniach Sejmu, podczas których decydowano o dalszych losach restrykcyjnego projektu „Stop aborcji” zakładającego całkowity zakaz przerywania ciąży i projektu liberalizującego „Ratujmy kobiety”, opowiedziałem się za ich odrzuceniem.

Uważam, że wobec trwającego konfliktu na tak różnych płaszczyznach nie jest potrzebna nam kolejna wojna światopoglądowa. Tym bardziej, że akurat w tej kwestii wypracowanie wspólnego stanowiska jest – biorąc emocje jakie pojawiają się w rożnych środowiskach – właściwie niemożliwe. Mówimy o dwóch skrajnych projektach. Mają one jeden wspólny mianownik, który stanowią kobiety. Wszyscy interesujący się tematem wiedzą jednak, że w obu przypadkach są one umieszczenie na dwóch zupełnie przeciwnych biegunach. Pierwszy traktuje – przytaczając głos przeciwników – kobiety jako inkubator, drugi – tu również będę się posiłkował głosem przeciwników – mówi że to zabijanie ludzi.
Chcę podkreślić, że głosowanie za odrzuceniem jednego, czy drugiego projektu, nie jest równoznaczne za opowiedzeniem się po stronie któregoś z nich.

Na koniec cytat z listu, który przed kilkoma miesiącami podpisały byłe pierwsze damy: Anna Komorowska, Jolanta Kwaśniewska i Danuta Wałęsa – „Przestrzegamy, że złamanie dotychczasowego porozumienia będzie nieuchronnie prowadzić do zastąpienia trudnego kompromisu stałą wyniszczającą walką, grożącą nieprzewidywalnymi zmianami i popadaniem w skrajne i przeciwne sobie rozwiązania, w zależności od zmiany władzy”